czwartek, 11 sierpnia 2016

Rozdział III

Z góry przepraszam jeśli pojawią się jakieś błędy. Pisałam ten rozdział o 3 w nocy i nie chciało mi się już go poprawiać ;p Pozdrawiam i życzę miłego czytania. Wiem, że akcja toczy się dosyć szybko, jednak mam dużo zaplanowane do przodu i było to konieczne c;

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

[...] Z chęcią przyjęłam propozycję. Jeszcze chwilę rozmawiałyśmy o terminach zajęć, po czym
udałam się na przerwę.

Od razu kiedy wyszłam rzucił się na mnie Kastiel z tekstem, że musimy porozmawiać i zaczął mnie gdzieś ciągnąć.
- Kastiel, potrafię sama iść, tylko powiedz mi do cholery gdzie! - Wydarłam się na niego.
- Cicho, wytrzymasz jeszcze chwilę. - Zaczął mnie pchać w dół po schodach. Po chwili znaleźliśmy się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Stała tam mała, drewniana scena, a na niej kilka instrumentów i statywy z mikrofonami.

- Dobra, zaraz przyjdzie tu Lysander. - Buntownik spojrzał na zegarek.
- Co? Lysander? Po co on ma tu przyjść? I po co w ogóle ja tu jestem? - Zdezorientowana sypałam pytaniami, a chwilę potem białowłosy pojawił się w drzwiach.
- Lys pospiesz się z tym tłumaczeniem, bo ona nam tu zaraz wybuchnie.
- Eee... No dobra. Mamy zespół, o którym właściwie wie tylko parę osób. Ja śpiewam, Kastiel gra na gitarze elektrycznej, Armin na perkusji, a Alexy na klawiszach. No i ogólnie mamy próby w tej piwnicy. A ty jesteś tutaj dlatego, że zajebiście śpiewasz i chcielibyśmy abyś do nas dołączyła. Zgadzasz się? - Lys powiedział to wszystko tak szybko, że trudno było mi nadążyć.
- Chcecie żebym śpiewała w waszym zespole? - Zapowiada się ciekawie.
- Lysander pisze wszystkie teksty i uznaliśmy, że niektóre piosenki brzmiałyby dużo lepiej gdyby wtrącić tam damski wokal. Więc tak, chcemy. - Wtrącił się czerwonowłosy. Po chwili zastanowienia zgodziłam się, a chłopaki zbili piątki. Chwilę później usłyszeliśmy dzwonek i poszliśmy na lekcje.

Była to plastyka, czyli jeden z moich ulubionych przedmiotów. Często szkicowałam i wychodziło mi to nawet dobrze. Usiadłam w ławce z Lysandrem i pomimo tego iż normalnie nie mówi za dużo, przegadaliśmy całą lekcje. Rozmawialiśmy głównie o zespole, dowiedziałam się, że pisze nie tylko teksty piosenek ale również wiersze.

Reszta lekcji przebiegła spokojnie. Raz siedziałam z Rozą, raz z Kastielem, a raz z Lysem. Po skończeniu zajęć od razu udałam się do domu. Erica nie było, znalazłam tylko karteczkę, na której napisał, że musi coś załatwić i wróci dopiero jutro po południu. Czyli zapowiada się kolejny nudny wieczór przed telewizorem. Zrobiłam sobie obiad, właściwie to odgrzałam resztki po wczoraj. Niestety moje umiejętności kulinarne ograniczają się do jajecznicy i kanapek. Kiedy pałaszowałam talerz makaronu z kurczakiem usłyszałam dzwonek do drzwi. Myślałam, że to Eric ale on przecież napisał, że dzisiaj nie wróci. Otworzyłam jej drzwi, a moim oczom ukazała się moja kochana ruda małpa zwana Kastielem.
- Siema Nad. - Wszedł do środka zanim zdążyłam coś powiedzieć.
- Jakaś specjalna okazja? - Zapytałam, a on złapał mnie za nadgarstki.
- Nawet bardzo! Mam dla ciebie propozycję i nie przyjmuję odmowy - powiedział.
- Jeśli nie masz zamiaru mnie zgwałcić to się zgadzam. - Zaczęliśmy się śmiać.
- Na to jeszcze przyjdzie pora. Chodzi o to, że organizuję dzisiaj imprezę u mnie i chciałem żebyś przyszła. - W sumie to przyznam, że przydałoby się trochę rozerwać. Impreza miała się zacząć o 20:00 więc mamy jeszcze sporo czasu. Poszłam na górę, żeby wybrać jakieś ubrania. Zdecydowałam się na czarną koronkową sukienkę. Właściwie to nie wiem czy jest to dobry pomysł, bo pod koronką materiał ledwo zakrywa mi piersi, a cały brzuch jest praktycznie nagi. No ale trudno, jak szaleć to szaleć. Spakowałam sukienkę do torby i wrzuciłam tam jeszcze czarne szpilki i kosmetyczkę. Następnie udałam się w stronę domu Kastiela, bo obiecałam mu pomóc w przygotowaniach.

- Jestem! - Krzyknęłam robiąc ~ z buta wjeżdżam ~ .
- Spokojnie, wystarczyło pociągnąć za klamkę. - Krzyknął z kuchni.
- Dobra to jak mam pomóc? - Chłopak chwilę się zastanowił.
- No to ja poprzesuwam meble, żeby zrobić miejsce, a ty możesz pójść kupić alko i jakieś chipsy. - rzucił mi portfel, a ja ruszyłam do sklepu. Wzięłam parę przekąsek i różne alkohole. Zapłaciłam za wszystko i wróciłam do Kastiela.

Skończyliśmy wszystko przygotowywać jakieś 40 minut przed imprezą. Zaczęłam się już szykować. Zrobiłam mocniejszy makijaż, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Założyłam sukienkę oraz szpilki i zeszłam na dół. Chwilę później zaczęli przychodzić goście. Po pół godzinie salon był już pełny ludzi.
Z głośników zaczęła lecieć muzyka, a przy barku już rozdawano drinki. Zamówiłam duże piwo i przysiadłam się do grupki chłopaków z naszej klasy. Spojrzałam na wszystkich i przeżyłam SZOK. Nataniel już zaliczył zgona i spał jak zabity na fotelu. Jakim cudem, przecież impreza dopiero się zaczęła. No panie gospodarzyno, powiem panu, że chyba niezbyt potrafi się pan obchodzić z alkoholem. Rozmawiałam z Alexym, kiedy podszedł do mnie Kastiel.
- Idziesz? - Wystawił do mnie rękę i głową kiwnął w stronę parkietu. Z chęcią ją złapałam i ruszyliśmy wgłąb tłumu.

Tańczyłam trochę z Kasem, później Lysandrem, Arminem i Alexym, po czym wróciłam na kanapę przy barze. Wypiliśmy z chłopakami kilka drinków, rozmowa wyjątkowo nam się kleiła. Przyłączyła się Rozalia. Pogadałam z nimi jeszcze chwilę i poszłam zapalić. Wyszłam na zewnątrz i spotkałam Kastiela.
- Hej, jak tam? - Zapytałam opierając się o murek obok niego, wyciągając papierosa.
- Zastanawiam się, kto tam będzie jutro sprzątał. - Zaśmiał się akurat w chwili kiedy jakiś gościu oblewał drzwi wejściowe czerwonym winem. - Mogę coś zrobić? - Dodał po chwili spoglądając na mnie.
- Co dokładnie? - Zapytałam, a chłopak złapał mnie za ramiona i popchnął na murek.
- Chcę cie pocałować. - Jeszcze bardziej się do mnie przysunął. Był tak blisko, że nasze ciała niemal się stykały, a moje policzki przybrały barwę pomidora.
- Więc zrób to. - Powiedziałam sama nie wiem dlaczego, to pewnie przez alkohol. Nim się obejrzałam złapał mnie w pasie i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, po chwili schodząc na szyję, co wywołało u mnie dreszcze. Jednak przyznam, było to bardzo przyjemne. Wplotłam dłonie w jego włosy, kiedy on znów złączył nasze usta. Oderwaliśmy się od siebie dopiero kiedy zaczęło brakować nam tchu. Nic nie mówiąc chłopak pociągnął mnie w stronę domu. Wcisnęliśmy się pomiędzy tłum i na nasze szczęście (lub nieszczęście xd) właśnie zaczęła się wolna piosenka. Kastiel ponownie złapał mnie w pasie i zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Na końcu Kas, kolejny raz mnie pocałował, tym razem delikatniej. Poszliśmy do baru po kolejne drinki. Około 2:00 ludzie zaczęli wychodzić i po chwili została tylko mała grupka. Dokładniej ja, Kastiel, Lysander, Rozalia i jej chłopak Leo. Byłam już mega zmęczona, niestety kanapę zajęły już nasze zakochańce więc położyłam się na dywanie, po chwili zasnęłam.

Info i podziękowania!

No i jest! Pierwsze 100 wyświetleń :D Może dla was to nie jest wielkie osiągnięcie, jednak dla mnie jak najbardziej! Nie spodziewałam się takiej liczby po zaledwie dwóch rozdziałach. Przy okazji chciałam wam powiedzieć o moim wyjeździe. Jutro, a właściwie dzisiaj, bo piszę to już po północy, postaram się wstawić jeszcze jeden rozdział. W sobotę wyjeżdżam za granicę i raczej nie będę miała możliwości wstawiania postów :/ Ale będę pisać i kiedy wrócę to wpadnie od razu parę rozdziałów.
To chyba tyle c;

Rozdział II

- Hej, Nad! - kto śmie przerywać mój sen... - Nad! Wstawaj. - powoli otworzyłam oczy i ujrzałam wciąż drącego się Erica.
- No już, już... Stało się coś? Jest dopiero 6:00... - spojrzałam na zegarek.
- Dzisiaj zaczynam pracę i zaraz wyjeżdżam. - uśmiechnął się dumnie.
- Po co ci praca.. Mamy przecież pieniądze. - zapytałam, a on zaczął się śmiać.
- Owszem mamy, ale zawsze możemy mieć więcej, a mi się strasznie nudzi samemu w domu. - zmusiłam się przejść do pozycji siedzącej, kiedy Eric wychodził już z pokoju. Lekcje zaczynam dopiero o 8:00 więc mam jeszcze sporo czasu.

Poszłam do łazienki, wykapałam się i umalowałam. Ubrałam ciemnozieloną koszulkę i białe podziurawione jeansy. Zeszłam na dół do kuchni i zjadłam kanapki przygotowane przez brata, po czym walnęłam się na kanapie i włączyłam telewizor w celu zabicia czasu, jednak na żadnym kanale nie emitowali niczego ciekawego. Po dłuższym zastanowieniu postanowiłam pójść odwiedzić Kastiela. Ubrałam trampki i zamknęłam dom.

Po niecałych 5 minutach byłam już przed jego domem. Zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Moim oczom ukazał się czerwonowłosy bez koszulki w samych bokserkach. Kiedy zobaczyłam jego idealny sześciopak poczułam jak moja twarz przybiera kolor pomidora.
- Hej Nad. Po co przyszłaś? - przesunął się bym mogła wejść do środka.
- Wstałam wcześniej więc pomyślałam, że wpadnę na chwilę. - powiedziałam ściągając buty.
- Spoko. Jak chcesz kawy albo herbaty to sobie zrób, a ja lecę się ubrać. - krzyknął wbiegając na górę po schodach. Muszę przyznać, że ma na prawdę ładny dom. Wczoraj dowiedziałam się, że mieszka sam więc nie bałam się, że kogoś obudzę. Ściany w całym domu było białe. W salonie na środku podłogi leżał duży czarny dywan, który idealnie pasował do jasnych paneli. Meble w całym pokoju były czerwone i  białe ze szklanymi elementami. Cała jedna ściana salonu była szklana, więc docierało tu dużo światła. Kuchnia też była w nowoczesnym stylu, w tych samych barwach co salon.

Dobra, jestem. To co robimy? - na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek, a ja znowu spaliłam buraka.
- Jest już późno, nie zamierzam się spóźnić już w pierwszy dzień. - chwilę później byliśmy już w drodze do szkoły. Razem weszliśmy na dziedziniec, a wszystkie osoby skierowały na nas wzrok. Szybko wbiegłam do szkoły sprawdzając na planie jaką mam pierwszą lekcję. Była to fizyka. Najgorsza lekcja świata na początek dnia. Szkoda byłoby się spóźnić.

Stałam koło drzwi starając się nie zwracać na siebie uwagi, jednak po chwili podbiegła do mnie wysoka dziewczyna o długich, śnieżnobiałych włosach, a za nią z równie jasnymi włosami, chłopak ubrany dosyć nietypowo, bo w stylu wiktoriańskim.
- Hej! Ty jesteś Nadia? - w oczach dziewczyny skakały wesołe iskierki.
- Tak, w skrócie Nad. - uścisnęłam jej dłoń.
- Roza, a ten z tyłu to Lys. - pokazała na chłopaka. Był bardzo wysoki. A jego oczy miały różne barwy. Jedno było niemal złote, a drugie zielone.
- Lysander. - ucałował moją dłoń. No tego to ja się nie spodziewałam. Gatunek gentelmenów ponoć wymarł, a tu proszę. Rozalia przedstawiła mnie dziewczynom, później chłopakom. Poznałam Violettę, małą dziewczynę o fioletowych włosach, czarnoskórą Kim, rudowłosą Iris, Melanię, która pomaga Natanielowi, którego poznałam wczoraj. Z chłopaków poznałam Kentina, który niedawno wrócił ze szkoły wojskowej, bliźniaków - Armina, który jest zakochany po uszy w swojej konsoli i Alexa, który jest ogólnie bardzo żywiołowy, jego ubrania są w jaskrawych kolorach, a włosy wściekle niebieskie. Do tego nosi różowe soczewki kontaktowe.

- A to jest Kastiel, nasz szkolny gbur.. - nie zdążyła dokończyć.
- Znamy się. - przerwał jej chłopak.
- Eee... dobra nie wnikam. - dodała Roza, a po chwili rozległ się dźwięk dzwonka, więc udałyśmy się do klasy.

- Dzień dobry dzieci. Jako iż pan Farazowski zachorował nie będzie go dzisiaj w szkole. Ja nie mam uprawnień do nauczania was fizyki więc myślę, że sobie trochę pośpiewamy. Wszyscy po kolei. - powiedziała dziwnie mi się przyglądając. - Jesteś nową uczennicą? Wydaje mi się, że jeszcze cię tu nie widziałam. - dodała po chwili podchodząc do mojej ławki.
- Tak, nazywam się Nadia. - boże jak ja nienawidzę tak mówić. No ale dobre pierwsze wrażenie to podstawa.
- Rebeca Swon. Jestem nauczycielką muzyki, mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracować. - uśmiechnęłam się na widok, że ona też chyba zbytnio nie przepada za takimi powitaniami. - No dobrze, a więc przejdźmy już do lekcji, zaczynając od pierwszej ławki, wszyscy śpiewają wybraną przez siebie piosenkę. - ulżyło mi. Przynajmniej tym razem mam szczęście i siedzę w ostatniej ławce.

Razem z Rozą słuchałyśmy śpiewających uczniów. Violetta ładnie zaśpiewała, ale trochę za cicho. Iris oraz Kim też dobrze poszło. Potem śpiewała, jak się dowiedziałam, przywódczyni szkolnych laleczek, a za razem siostra Nataniela - Amber. No śpiewem tego raczej nazwać nie można. Ale przejdźmy dalej. Następnym też dobrze poszło i nadeszła pora na 2 ostatnie ławki. Najpierw zaśpiewał Kastiel i muszę przyznać, że było całkiem dobrze. Nisko szło mu świetnie, tylko czasami nie wychodziło mu kiedy musiał zaśpiewać nieco wyżej. Następny był Lysander, który zaśpiewał zdecydowanie najlepiej. Ma bardzo melodyjny głos, ani razu nie zafałszował. Pani Swon musi go znać, bo nawet nie zapytała jaką piosenkę ma wybrać. Może Lys chodzi do niej na jakieś zajęcia. No i w końcu przyszła kolej na mnie. Dawno nie śpiewałam, ale mam nadzieję, że mój głos nadal jest w tak dobrej formie, jak przed śmiercią rodziców. Postanowiłam zaśpiewać jedną z moim ulubionych piosenek - If i die young.
                    
                                                                         [...]

Kiedy skończyłam w klasie zapadła cisza. Pytanie - było tak źle, czy tak dobrze?
Nikt nic nie powiedział, padło tylko pytanie o piosenkę Rozy. Kiedy skończyła śpiewać, jak z automatu zadzwonił dzwonek, a uczniowie zaczęli wychodzić na korytarz. Też miałam taki zamiar, lecz pani Swon poprosiła mnie jeszcze na chwilkę.
- Chodziłaś na jakieś lekcje śpiewu? - zapytała z uśmiechem.
- Tak, zanim się przeprowadziłam chodziłam do szkoły muzycznej na zajęcia.
- A grasz na jakimś instrumencie? - wyjęła z torebki jakiś zeszyt.
- Głównie na gitarze i fortepianie. - odpowiedziałam, a nauczycielka coś zanotowała.
- W takim razie zapraszam cię do klubu muzycznego. Masz naprawdę piękny głos, a Lysandrowi przydałby się ktoś do duetu. - czyli tak jak myślałam, Lysander śpiewa w szkolnym klubie. Z chęcią przyjęłam propozycję. Jeszcze chwilę rozmawiałyśmy o terminach zajęć, po czym udałam się na przerwę.

środa, 10 sierpnia 2016

Rozdział I

Około 7:00 rano obudził mnie dźwięk budzika. Nadszedł wielki dzień. Czemu wielki spytacie... Dzisiaj ma rozpocząć się moje ,,nowe życie''. Nadal nie mogę pogodzić się ze stratą. Zostawiłam dom, przyjaciół, chłopaka, szkołę, a przede wszystkim wspomnienia.

Niechętnie zwlokłam się z łóżka i udałam w stronę łazienki. Spojrzałam w lustro i ujrzałam średniego wzrostu, szczupłą dziewczynę o sięgających do pasa blond włosach, jasnej cerze i dużych, granatowych oczach. Szału nie ma. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam lekki makijaż i wróciłam do pokoju w poszukiwaniu odpowiednich ubrań. Zdecydowałam się na czarne przetarte jeansy oraz czerwoną koszulę w kratę.

Już z góry czuć było zapach naleśników przygotowywanych przez mojego braciszka.
- Cześć Erick. - przytuliłam brata, który właśnie nakładał jedzenie na talerze.
- Hejka Nad. Dzisiaj twój wielki dzień. - spojrzał na mnie i pocałował w czoło. Nie odpowiedziałam. Usiadłam do stołu i zaczęłam pochłaniać naleśniki. Ręce tak mi się trzęsły, że ledwo byłam w stanie utrzymać widelec. Wizja nowego początku bardzo mnie przeraża. Boję się, że już nigdy nie będzie jak kiedyś, że inni mnie nie zaakceptują.
- Boisz się? - zapytał Eric łapiąc mnie za wciąż trzęsącą się rękę. - Nie ma czego. W starym mieście wszyscy cię lubili. Baa.. kochali cię! Byłaś najpopularniejszą laską w szkole. W sumie się nie dziwię skoro jesteś taka ładna. Chyba mamy to w genach. - zażartował, jednak mi nie było do śmiechu.

O godzinie 9:00 miałam stawić się w szkole pozałatwiać do końca wszystkie formalności. Było dopiero nieco po 8:00 więc postanowiłam się przejść. Założyłam trampki, do uszu wsadziłam słuchawki i wyszłam z domu.

Już od jakiegoś czasu mieszkam w Paryżu więc dobrze znam miasto. Po paru minutach znalazłam się w parku. Usiadłam na ławce i wsłuchiwałam się w słowa mojej ulubionej piosenki. Było to
,,Fallen angel" - Black Veil Brides. Kiedyś słuchałam bardzo dużo muzyki. Właściwie to nie tylko słuchałam. Od dziecka uczęszczałam do szkoły muzycznej na zajęcia ze śpiewu oraz gry na gitarze. Jednak po śmierci rodziców nie myślałam zbytnio o dalszym rozwijaniu tych umiejętności.

Pogrążona w myślach siedziałam na ławce do momentu, w którym mój zegarek pokazał 8:30. Co prawda z parku do szkoły jest jakieś 10 minut ale nienawidzę się spóźniać. Po krótkiej wędrówce znalazłam się pod murami liceum o dosyć nietypowej nazwie - Słodki Amoris. No bynajmniej nie brzmi to jak nazwa liceum, prędzej jakiejś agencji towarzyskiej. No ale jak to się mówi - nie oceniajmy książki po okładce.

Przekroczyłam bramę i moim oczom ukazał się spory dziedziniec. Parę drzew, ławeczki, jakieś kwiatki i wejście na jakąś dużą salę, prawdopodobnie gimnastyczną. Ścieżką z kostki brukowej doszłam pod drzwi budynku o ścianach koloru różowego. Dyskryminacja chłopaków...- pomyślałam po czym weszłam przez szklane drzwi. Pewnie trwała teraz jakaś lekcja, bo korytarz był całkowicie opustoszały. Stały tam jedynie granatowe szafki oraz parę drewnianych ławeczek. Spojrzałam na mapę budynku znajdującą się zaraz koło wejścia w poszukiwaniu pokoju nauczycielskiego. Znajdował się on na końcu korytarza.

Delikatnie zapukałam do drzwi, a po chwili otworzyła mi starsza kobieta w różowym ubranku. Chyba już wiem kto nadał temu liceum taką piękną nazwę.
- Dzień dobry, jestem nową uczennicą. - wysiliłam się na uśmiech.
- Witaj cukiereczku, udaj się do Nataniela, głównego gospodarza, on wszystko ci wytłumaczy. - na słowo ,,cukiereczku" zrobiło mi się niedobrze. To już przesada. Dziwna nazwa, różowe ściany i jeszcze dyrektorka w całym różowym ubranku, która mówi do mnie jak do małego dziecka. To jest w końcu burdel, czy przedszkole? Nie zwracając już uwagi na nic więcej udałam się do pokoju gospodarzy, który znajdował się naprzeciwko.

Znów delikatnie zapukałam i po chwili usłyszałam ciche ,,proszę". Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazał się wysoki chłopak o blond włosach i ślicznych miodowych oczach. No proszę, najpierw prosiaczek, a teraz kubuś puchatek! Dobra, może przesadzam.
- Dzień dobry, szukam głównego gospodarza. - zapytałam, a chłopak wstał z krzesła i podał mi dłoń.
- Czyli szukasz mnie. Nazywam się Nataniel, a ty to... Nadia? - zapytał szperając w papierach.
- Tak. Przyszłam zapytać czy wszystkie dokumenty się zgadzają. - zapytałam, a blondyn znów spojrzał do mojej teczki.
- Mam już wszystko poza twoim aktualnym zdjęciem. - uśmiechnął się do mnie.
- Aaa, tak! - wyjęłam zdjęcie z tylnej kieszeni spodni.
- W takim razie, witamy w Słodkim Amorisie! Tu masz plan lekcji, klucz do szafki oraz listę potrzebnych podręczników. Od jutra zaczniesz lekcje w klasie 2A. - podał mi wszystkie rzeczy. Pożegnałam się z chłopakiem i wyszłam z pomieszczenia.

Dokładnie w momencie kiedy zamknęłam drzwi, zadzwonił dzwonek, a z klas zaczęli wychodzić uczniowie. Szybko udałam się w stronę wyjścia, by nie musieć się później przeciskać przez tłum. Kiedy wyszłam udałam się za budynek, żeby zapalić. Lubiłam to robić. Po chwili ujrzałam czerwonowłosego chłopaka zmierzającego w moim kierunku. Przyznam, że był bardzo przystojny. Przez koszulkę z logiem zespołu Winged Skull można było zobaczyć zarys wyrzeźbionych mięśni. Skurzana kurtka i spodnie z łańcuchem nadawały mu stylu typowego buntownika.

 Podszedł i oparł się o murek obok mnie.
- Masz ogień? - spojrzał się na mnie swoimi czekoladowymi oczyma.
- No ładnie, taki Bad-Boy a swojego ognia nie nosi? - zaśmiałam się.
- Wygadana jak na nową. Kastiel. - podał mi dłoń, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Nadia, ale mów mi Nad. - uścisnęłam jego rękę, po czym podałam zapalniczkę. Wypaliłam papierosa do końca, lecz kiedy chciałam odejść, buntownik złapał mnie za nadgarstek.
- Nie idź jeszcze. Pokażę ci coś. - powiedział i zaczął prowadzić mnie dalej za budynek.

Weszliśmy po schodach. Kastiel otworzył drzwi jakimś małym kluczykiem.
- Zamknij oczy. - zalecił, a ja przysłoniłam je ręką. - już możesz otworzyć. - zdjęłam rękę z twarzy.
- Wow. - to było jedyne co przeszło mi przez usta. Znajdowaliśmy się na dachu liceum. Podeszłam do krawędzi i usiadłam tak aby wszystko widzieć. Z tej perspektywy Paryż wydawał się jeszcze piękniejszy.

Siedzieliśmy na dachu i rozmawialiśmy jeszcze przez parę godzin, o mojej i jego przeszłości. Okazało się, że mamy wiele wspólnego i spotkało nas podobne nieszczęście. Płakałam prawie cały czas opowiadając o moich rodzicach ale nie mogłam już tego dusić w sobie. Chłopak pocieszał mnie cały czas, przytulał, mówił, że to przeszłość. Przekonałam się, że pod skorupą Bad-boya kryje się wrażliwy chłopak. Około 20:00 udałam się do domu, a z racji tego, że Kastiel, jak się okazało, mieszka parę domów obok, postanowił mnie odprowadzić. Pożegnałam się z nim, po czym wbiegłam do domu marząc jedynie o odpoczynku. Wzięłam więc szybki prysznic i od razu położyłam się spać.

Prolog

      Nadia Black. Kiedyś otwarta dziewczyna. Znana i lubiana. Kochająca imprezować, bawić się. Ludzie podziwiali ją za tak optymistyczne podejście do życia. Nie dziwi mnie to. Miała wszystko, przyjaciół, pieniądze, w miłości też dobrze jej się wiodło. Jednak pewnego dnia, jej życie kompletnie się zmieniło. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Ona oraz jej brat Eric cudem przeżyli. Dziewczyna zamknęła się w sobie, całkiem się zmieniła. Minęło dobrych parę miesięcy nim rodzeństwo doszło do siebie po tragedii. Jako iż Eric był dorosły, przeprowadzili się jak najdalej, dokładnie do Paryża, by zacząć nowe życie. Czy Nadia znów się otworzy? Czy poradzi sobie w nowym miejscu, nowej szkole, w innym otoczeniu? Czas pokaże.